Duda wygrywa wybory prezydenckie po skrajnie prawicowej kampanii atakującej Żydów, LGBTQ i Niemców

Clara Weiss
18 lipca 2020

Odbywająca się w niedzielę druga tura wyborów prezydenckich w Polsce zakończyła się zwycięstwem urzędującego prezydenta Andrzeja Dudy z PiS. Zgodnie z ogłoszonym przes Państwową Komisje Wyborczą wynikiem końcowym Duda uzyskał 51 proc. głosów. Jego rywal z liberalnej Platformy Obywatelskiej (PO), Rafał Trzaskowski, sprawujący obecnie funkcję prezydenta Warszawy, otrzymał 49 proc. głosów.

Frekwencja w wyborach prezydenckich, wyniosła 68,18 proc. i była drugą co do wielkości od 1989 r., a w niektórych regionach osiągnęła nawet rekordowy poziom. W porównaniu z wyborami w 2015 roku Duda zdołała zwiększyć ilość swoich głosów o 1,78 mln. Trzaskowski wygrał w większości miast, a Duda triumfował we wschodniej części kraju i na terenach wiejskich, gdzie wpływy Kościoła katolickiego są najsilniejsze.

Wybory odbyły się na tle głębokiej recesji: W tym roku produkt krajowy brutto (PKB) Polski skurczy się o co najmniej 4,2 proc. Bank Światowy szacuje, że najważniejszy rynek gospodarczy Polski, rynek strefy euro, również skurczy się o ponad 9,1 proc. Ponad milion osób jest już bezrobotnych, a setki tysięcy straciło pracę z powodu kryzysu koronawirusa.

Chociaż przeprowadzane jest bardzo niewiele testów, kraj odnotowuje codziennie setki nowych infekcji koronawirusem. Region górniczy Śląska został najbardziej dotknięty przez pandemię, ponieważ kopalnie nadal kontynuowały wydobycie na polecenie rządu pomimo ogólnokrajowego lockdownu. PiS pogrążył się w poważnym kryzysie i musiał przełożyć wybory z maja na czerwiec, aby zapobiec załamaniu się rządu. W pierwszej turze głosowania dwa tygodnie temu Duda nie uzyskał bezwzględnej większości głosów, a w wielu sondażach Trzaskowski został uznany za prawdopodobnego zwycięzcę.

Fakt, że PiS był w stanie wygrać wybory pomimo takich warunków, pomimo tego, że przez lata nieustannie wspierał skrajną prawicę i atakował prawa demokratyczne, jest przede wszystkim wynikiem polityki liberalnej opozycji. Unikała ona jakiegokolwiek poważnego kwestionowania tej skrajnie prawicowej polityki i przemilczała przygotowania PiS do wojny. Świadomie zdecydowała się nie brać pod uwagę w swojej kampanii wyborczej wszystkich ważnych dla pracowników kwestii społecznych i politycznych.

Podczas kampanii wyborczej Duda i prezes PiS, Jarosław Kaczyński, wielokrotnie twierdzili, że Berlin będzie ingerował w wybory. Na jednym z ostatnich wieców Duda mówił o "niemieckim ataku na te wybory" i "Niemcy chcą wyznaczać prezydenta Polski? Nie pozwolę na to!"

Główny rywal Dudy, Trzaskowski, reprezentuje interesy części polskiej klasy rządzącej, która chce utrzymywać bliskie stosunki z najważniejszym partnerem handlowym Polski, Niemcami, i obawia się, że wyłączna zależność od amerykańskiego imperializmu byłaby nie do utrzymania i szkodliwa dla interesów polskiej polityki zagranicznej. Trzaskowski jest bliskim partnerem Donalda Tuska, głównego polityka liberalnej opozycji, który ściśle współpracował z niemiecką kanclerz Angelą Merkel w UE.

Nie ma prawie żadnych wątpliwości, że kampania wyborcza PiS cieszyła się błogosławieństwem Białego Domu, a nawet była przez niego bezpośrednio wspierana. Zaledwie kilka dni przed pierwszą turą głosowania Duda udał się do Waszyngtonu i został przyjęty w Białym Domu jako pierwszy gość państwowy od czasu wprowadzenia lockdownu w USA. Trump faktycznie stanął za kampanią wyborczą Dudy i zaświadczył, że wykonuje "świetną robotę". Fakt, że prezydent USA składa takie oświadczenia podczas wyborów w UE jest bezprecedensowy.

Trump zapowiedział również, że duża część wycofywanych przez niego z Niemiec oddziałów będzie stacjonować w Polsce. Już napięte stosunki pomiędzy niemieckim i amerykańskim imperializmem zaostrzyły się jeszcze bardziej w ostatnich miesiącach. Niemcy wykorzystują kryzys, który wywołała pandemia w USA, jako pretekst do przyspieszenia własnego zbrojenia. Wyniki wyborów w Polsce jeszcze bardziej pogłębią te napięcia geopolityczne jak i polityczny kryzys polskiej klasy rządzącej.

PiS nie tylko podżega przeciwko Niemcom, ale także świadomie umieszcza antysemickie i homofobiczne apele w centrum kampanii wyborczej Dudy. Kontrolowana przez PiS państwowa telewizja TVP sugerowała w swojej relacji, że Trzaskowski pracował dla "potężnego zagranicznego lobby " i "bogatych grup, które chcą rządzić światem".

Wskazywane były jego domniemane powiązania z węgiersko – amerykańskim miliarderem George'em Sorosem, znajdującym się w centrum antysemickiej kampanii oszczerczej prawicy w Europie Wschodniej. W innym programie Trzaskowski został opisany jako przeciwnik katolików i zwolennik "Boga Spinozy", tego "żydowskiego filozofa", jak to określiła TVP.

Telewizja państwowa pokazała także szereg reportaży, według których Trzaskowski chciał sprzedać ziemię "interesom żydowskim". Rzeczywiście zasugerował on ostrożnie, że w trwającym sporze o zwrot mienia żydowskiego należałoby "porozmawiać" z organizacjami żydowskimi. Podczas niemieckiej okupacji Polski w czasie II wojny światowej naziści jak i polscy kolaboranci systematycznie plądrowali mienie żydowskie. TVP twierdziła, że wypełnienie "żydowskich roszczeń" spowoduje "brak pieniędzy płynących z budżetu państwa do kieszeni polskich rodzin".

Przed II wojną światową w Polsce żyło więcej Żydów niż gdziekolwiek indziej na świecie - prawie 3,5 mln. 90 procent z nich zostało zamordowanych w czasie Holokaustu. Chociaż to naziści byli głównymi sprawcami tego ludobójstwa, pomogli im w tym lokalni faszyści i siły nacjonalistyczne w Europie Wschodniej i Południowo-Wschodniej. W czasie wojny i po jej zakończeniu dochodziło do pogromów Żydów równierz poprzez polskich nacjonalistów.

Zaledwie trzy dni przed niedzielnymi wyborami Jarosław Kaczyński nasilił tę antysemicką kampanię poprzez wywiad z skrajnie prawicowym, katolickim radiem Radio Maria. Oświadczył: "Kto, kto ma choćby kawałek polskiej duszy, polskiego serca i polskiego umysłu, może coś takiego powiedzieć? Pan Trzaskowski najwyraźniej chyba tego nie ma, skoro mówi, że to jest sprawa do rozmowy."

Duda określił demokratyczne prawa homo- i biseksualistów, a także osób transseksualnych, jako "ideologię", która była "jeszcze bardziej niebezpieczna niż komunizm". Zaproponował on poprawkę do konstytucji zakazującą adoptowania dzieci przez pary tej samej płci.

Od kilku lat rząd PiS systematycznie promuje nastroje antysemickie. W 2018 roku prezydent Duda podpisał ustawę, która karze wszelkie wzmianki o polskim antysemityzmie i współudziale w Holocauście. Kilku przedstawicieli rządu demonstracyjnie uczestniczyło w marszach skrajnej prawicy. Jednak takie otwarte apele na rzecz antysemityzmu nie znajdowały się jeszcze w centrum kampanii wyborczej PiS.

Co do Trzaskowskiego, wykazał się szokującym politycznym tchórzostwem i brakiem kręgosłupa moralnego. Nie zrobił prawie nic, aby potępić otwarcie antysemicki antysemityzm PiS. W odpowiedzi na ataki Kaczyńskiego w wywiadzie dla Radia Maria, podkreślał na Twitterze, że ma "polską duszę" i "polskie serce". Opozycja nie pozwoliłaby PiS-owi odebrać sobie "prawa do polskiego patriotyzmu". Nie wypowiedział się na temat terminu "antysemityzmu".

Powodem tego jest to, że opozycja ogólnie nie obawia się prawicowego, autorytarnego i faszystowskiego kursu PiS. Znacznie większy jest ich strach przed ingerencją klasy robotniczej w życie polityczne. Kiedy wiosną 2019 r. ogólnokrajowy strajk ponad 300 tys. nauczycieli wstrząsnął rządem, związek nauczycieli związany z PO zrobił wszystko, aby szybko go zakończyć. W ten sposób wzmocnił on rząd PiS w jednym z najpoważniejszych kryzysów. Ponadto Platforma Obywatelska (PO), podobnie jak PiS, jest zwolennikiem eskalacji przygotowań do wojny z Rosją.

Wynik wyborów jest wyraźnym ostrzeżeniem dla robotników na całym świecie: zagrożeniu faszyzmem, dyktaturą i wojną można zapobiec jedynie poprzez interwencję klasy robotniczej w oparciu o program socjalistyczny i internacjonalistyczny.

Atrykuł ukazał się po raz pierwszy 14 lipca w języku angielskim.