Rozejm miński – przerwa w dalszej eskalacji wojny

16 lutego 2015

Rozejm na Ukrainie, który po 16-tu godzinach negocjacji w Mińsku uzgodniony został przez kanclerz Niemiec i prezydentów Rosji, Francji i Ukrainy, stanowi tylko przerwę w nabierających na sile działaniach wojennych. Choć ujawniono tylko niewielką część szczegółów umowy, zachodnie media prawie jednogłośnie zapowiedziały nieuchronną porażkę porozumienia, winą za to z góry obarczając – jak zwykle – prezydenta Rosji. 

W rzeczywistości jednak do porozumienia doszło tylko dlatego, że kijowski reżim, który doszedł do władzy rok temu wskutek wspieranego przez Zachód przewrotu, pilnie potrzebuje chwili wytchnienia.

Ukraińską armię osłabiły dezercje i szereg porażek. Coraz mniej młodych mężczyzn chce strzelać do swoich współobywateli i umierać za rząd, który nie oferuje im nic poza ubóstwem i bezrobociem. Jedynymi siłami, które wciąż wykazują się chęcią do walki, są skrajnie prawicowe oddziały ochotnicze, nad którymi władze państwowe tylko w niewielkim stopniu sprawują kontrolę.

Finansowo Ukraina jest bankrutem. Produkcja tego kraju zmalała o 8 procent, a jego rezerwy walutowe skurczyły się do 6,6 miliardów dolarów, co ledwie wystarcza na pokrycie jednego miesiąca importu. Tuż po podpisaniu umowy w Mińsku Międzynarodowy Fundusz Walutowy obiecał rządowi Petro Poroszenki pakiet w wysokości 40 miliardów dolarów; jest to właściwie pakiet ratunkowy, ponieważ reżimowi grozi załamanie pod naciskiem z jednej strony zubożałej i zmęczonej wojną ludności, a z drugiej skrajnie prawicowych sił w aparacie państwowym.

Waszyngton uczynił wszystko, by wzmocnić karty Poroszenki przed rozmowami w Mińsku. Liczne głosy w USA opowiadały się za dostarczaniem broni Ukrainie i szkoleniem jej wojsk. Prezydent Barack Obama zadzwonił nawet osobiście do Putina, grożąc mu „wzrostem kosztów” dla Rosji, jeśli ta nie zaprzestanie „agresywnych działań na Ukrainie”.

W Mińsku delegacja rosyjska poczyniła kilka daleko idących ustępstw, od zobowiązania się do „pełnego respektowania suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy” po przekazanie kontroli nad granicą rosyjską w ręce władz Kijowa. Według wypowiedzi Merkel i Hollande'a, Putin naciskał także na separatystów, by zgodzili się na układ. Ze swojej strony Poroszenko wielokrotnie groził odrzuceniem porozumienia.

Wydarzenia te nie są głównie wewnętrzną sprawą Ukrainy, ani kolejnym etapem konfrontacji między Kijowem a Moskwą, ale znacznie szerszym geopolitycznym konfliktem.

Dążąc do izolacji i zmiażdżenia Rosji, Waszyngton sfinansował na Ukrainie Pomarańczową Rewolucję w 2004 roku, a w 2014 r. poparł zamach stanu przeciwko prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Janukowyczowi. Rządowi Stanów Zjednoczonych chodzi nie tylko o przejęcie kontroli nad Ukrainą, ale także o narzucenie swej supremacji na Bliskim Wschodzie, gdzie Moskwa wspiera rząd Syrii przeciwko Waszyngtonowi, oraz w Azji Wschodniej, gdzie wyłania sięstrategiczna rosyjsko-chińska koalicja.

Z tych samych powodów rząd USA podsyca obecnie wojnę na Ukrainie. Taki jest cel proponowanych dostaw broni. Nie umożliwią one rządowi w Kijowie wygrania wojny, ale pozwolą na wciągnięcie Rosji w „większą przewlekłą wojnę, [która] osłabi ją na innych flankach, takich jak niespokojny Północny Kaukaz i Azja Środkowa”,  jak oświadczyli gazecie Financial Times eksperci wojskowi. „Rosja nie ma po prostu dość żołnierzy, by prowadzić wojnę pozycyjną na Ukrainie”, skwitował jeden z nich.

Niemcy poparły kijowski zamach stanu oraz rząd Poroszenki w ramach szerzej zakrojonych działań, mających na celu porzucenie powojennej polityki powściągliwości militarnej i odgrywanie coraz większej roli w polityce światowej, zgodnie z tym, co zapowiadał na początku ubiegłego roku prezydent Joachim Gauck. Swoim aktywnym zaangażowaniem w interwencję na Ukrainie, okupowanej  przez niemieckie wojska w czasie obu wojen światowych, niemiecka klasa panująca podąża śladami swojej tradycyjnej polityki ekspansji na wschód.

Początkowo Waszyngton i Berlin działały w pełnej zgodzie. Ściśle współpracowały przy organizowaniu ukraińskiej opozycji i w przygotowaniach do przewrotu z lutego 2014 roku, jak też umocnianiu reżimu Poroszenki. Ostatnie żądania USA co do militarnej eskalacji wywołały jednaksygnał alarmowy w Berlinie.

O ile imperializm niemiecki ciągle ma na celu integrację Ukrainy z Unią Europejską i osłabienie Rosji za pomocą sankcji gospodarczych, chce on uniknąć rozprzestrzenienia się wojny. Miałoby to bowiem nieobliczalne skutki zarówno dla Niemiec jak i całej Europy, która ma ścisłe powiązania gospodarcze z Rosją i jest uzależniona od rosyjskich dostaw energetycznych. Przedłużająca się wojna na Ukrainie nieuchronnie przeniosłaby się na inne kraje europejskie, wywołałaby fale uchodźców i zdestabilizowała całą Unię Europejską. Dlatego właśnie Merkel i Hollande toczyli w Mińsku kampanię o zawieszenie broni. 

Podczas Monachijskiej Konferencji Polityki Bezpieczeństwa Merkel była zajadle krytykowana przez amerykańskich oficjeli. W swym artykule redakcyjnym z czwartkowego wydania tygodnika Die Zeit narzekał on: „USA kieruje swe zniecierpliwienie już nie do Putina, a do kanclerz Merkel. Każdy, kto nie daje czasu polityce sankcyjnej Unii Europejskiej na osiągnięcie pełnej skuteczności, idzie na rękę Kremlowi. Jeśli ma być eskalacja, niech będzie to eskalacja przy pomocy sankcji!”

Artykuł kończy się słowami: „Oczywiście na Zachodzie nie może dojść do podziałów, dlatego też Stany Zjednoczone muszą ustąpić przywódcom Europy.”

Mało prawdopodobnym jest, by Waszyngton ustąpił.

Nieprzypadkowo pierwsza wojna światowa wybuchła w 1914r. na Bałkanach. Na obszarze tym krzyżowały się interesy mocarstw imperialistycznych, które poszły na czteroletnią wojnę kosztującą życie milionów ludzi. Podobnie teraz kryzys na Ukrainie obnaża napięcia i sprzeczności, które zagrażają światu wciągnięciem go po raz trzeci w krwawą jatkę, jaka może zakończyć się zniszczeniem cywilizacji.

Rosja jest ofiarą, a nie sprawcą imperialistycznej agresji na Ukrainie, lecz reżim Putina jest całkowicie niezdolny do przeciwdziałania wojennemu zagrożeniu. Powstały w wyniku rozpadu Związku Radzieckiego, jest on ucieleśnieniem najbardziej reakcyjnych warstw rosyjskiego społeczeństwa. Przez podsycanie nacjonalizmu i groźby militarnego odwetu Moskwa przyczynia się do wzrostu ryzyka globalnego konfliktu nuklearnego.

Ostatnie wydarzenia potwierdzają ostrzeżenie, które opublikował Międzynarodowy Komitet Czwartej Międzynarodówki w lipcu ubiegłego roku: "Niebezpieczeństwo nowej wojny światowej wynika z fundamentalnych sprzeczności systemu kapitalistycznego - pomiędzy rozwojem globalnej gospodarki a jej podziałem na antagonistycznie do siebie nastawione państwa narodowe, u których korzeni leży prywatna własność środków produkcji.”

Jedyną siłą społeczną zdolną przeciwdziałać niebezpieczeństwu wojny jest międzynarodowa klasa robotnicza. Musi się ona zjednoczyć na bazie socjalistycznego programu i zmobilizować w celu obalenia kapitalizmu, jaki jest źródłem militaryzmu i wojny. O taki program walczy Międzynarodowy Komitet Czwartej Międzynarodówki i jego sekcje, Partie Równości Społecznej.

13 luty 2015

Peter Schwarz